13 czerwca 2017

Riese - Rzeczka

Riese - Rzeczka (luty 2011) 

Rzeczka jest jedną z mniejszych sztolni w kompleksie Riese. Trzy wejścia wykute w skałach wschodniego zbocza wzniesienia Ostra (niem. Spitzenberg) prowadzą do równoległych sztolni oddalonych od siebie o około 45 m. Między nimi są usytuowane duże hale. Długość tuneli kompleksu Rzeczka wynosi 500 m (2500 m²; 14 000 m³). Rzeczka wyróżnia się niemal całkowicie wykończoną wartownią oraz imponujących rozmiarów halą łączącą sztolnie.














"Złoty pociąg"

Jedną z pierwszych i najważniejszych osób, które przyczyniły się do poszukiwań pociągu, był mieszkaniec Wałbrzycha, Tadeusz Słowikowski. Według jego opisu tuż po wojnie kilku Niemców pozostałych na terenie Wałbrzycha pracowało na kolei. Jeden z nich odnalazł wejście do ukrytego we wzgórzu zablokowanego tunelu. W obawie przed utratą życia znalazca nikomu nie powiedział o odkryciu. Dopiero na łożu śmierci miał przekazać informacje o tunelu człowiekowi o nazwisku Schulz. Tenże mężczyzna przekazał tę informację Tadeuszowi Słowikowskiemu w dowód wdzięczności za uratowanie go przed atakiem ze strony dwóch ludzi. Od tamtego czasu Słowikowski rozpoczął własne śledztwo w sprawie ukrytego pociągu. 

W latach 70. Służba Bezpieczeństwa PRL zainteresowała się tematem domniemanego pociągu. Dowódca Wydziału II Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych major Stanisław Siorek koordynował akcję poszukiwania pociągu. Według relacji Słowikowskiego, w latach 70. odwiedził go funkcjonariusz Służby Bezpieczeństwa i nakazał oddać niemiecką mapę, która miała wskazywać miejsce ukrycia wagonów. Niedługo potem mapa miała znaleźć się na biurku przełożonego Siorka. Według relacji Słowikowskiego majorowi Siorkowi nie udało się jednak odnaleźć ukrytego pociągu. Funkcjonariusz zmarł po przejściu na emeryturę w roku 1998. W 2003 roku badacz-amator zgłosił wyniki swojego dochodzenia władzom państwowym i otrzymał pozwolenie na rozpoczęcie badań terenowych. Niedługo potem Słowikowski miał otrzymywać pogróżki, w których próbowano zniechęcić go do prowadzenia dalszych działań. 

W ramach poszukiwań „złotego pociągu” grupa eksploratorów 26 listopada 1982 roku odnalazła w okolicach Lubiąża 1354 złote monety o łącznej wadze ponad 6 kilogramów. Odkrycie zostało utajnione, a część monet później nielegalnie sprzedano za granicą. Transakcję tę przeprowadzili oficerowie polskiego wywiadu. W maju 1995 roku Władysław Podsibirski podpisał umowę z ministerstwem finansów dotyczącą znaleźnego w wypadku znalezienia pociągu, jednak pociągu nie odnalazł. 

18 sierpnia 2015 roku członkowie Dolnośląskiej Grupy Badawczej – Piotr Koper i Andreas Richter – wskazali władzom miasta Wałbrzych przypuszczalne miejsce ukrycia „złotego pociągu” oraz przekazali informacje o jego możliwej zawartości, którą miałyby stanowić kosztowności, materiały wojskowe czy archiwa. Zastrzegli sobie prawo do 10% znaleźnego. Według nich pociąg został ukryty w okolicach 60. kilometra trasy kolejowej Wrocław – Wałbrzych. W znalezieniu pociągu miała pomóc informacja rzekomo przekazana na łożu śmierci przez osobę biorącą udział w jego ukryciu. Władze miasta dokonały formalnej procedury przyjęcia zgłoszenia znaleziska. 

Informację o przyjęciu zgłoszenia władze miasta Wałbrzych przekazały do ministerstw: obrony narodowej, skarbu oraz kultury i dziedzictwa narodowego. Dyskusję na temat domniemanego pociągu nagłośniło wystąpienie generalnego konserwatora zabytków Piotra Żuchowskiego 28 sierpnia 2015 roku, który ocenił, że pociąg prawdopodobnie istnieje i jest to skład pancerny, co może wskazywać na szczególną zawartość. Prawnie ewentualne znalezisko stałoby się własnością skarbu państwa. 

Informacja ta wzbudziła ogromne zainteresowanie mediów z całego świata, co przyczyniło się do nagłego wzrostu liczby turystów oraz dziennikarzy w Wałbrzychu, zamku Książ i okolicach rzekomego znaleziska. Generalny Konserwator Zabytków zalecił jednak, aby w pierwszej kolejności zabezpieczyć miejsce odkrycia i przy pomocy odpowiednich służb zbadać teren pod kątem ewentualnych niewybuchów, min czy szkodliwych substancji chemicznych. We wrześniu 2015 roku służby wojskowe rozpoczęły badanie terenu oraz prace przygotowawcze przed przeprowadzeniem badań geologicznych. Dopiero po wykluczeniu jakiegokolwiek zagrożenia dla mieszkańców Wałbrzycha i okolic mają być podjęte kolejne decyzje w sprawie zakresu ewentualnych prac poszukiwania pociągu. 

Prace poszukiwawcze i badawcze pociągu z czasów II wojny światowej prowadzono w Wałbrzychu przy ul. Uczniowskiej, w dzielnicy Szczawienko, która graniczy z dzielnicą Książ oraz Lubiechowem. Prace przebiegały tuż przy linii kolejowej nr 274, na jej 65. kilometrze. 

Pierwszym etapem były badania georadarem. 16 sierpnia 2016 rozpoczęto wykopy mające dotrzeć do domniemanego tunelu, w którym miał by znajdować się pociąg. Jednakże nie natrafiono na żaden ślad złotego pociągu na 65. kilometrze linii kolejowej Wrocław – Wałbrzych. 

Zakończone fiaskiem wykopaliska, nie zniechęciły poszukiwaczy „złotego pociągu”. Dzisiaj (26 czerwca 2017 roku) ruszają z ekipą specjalizującą się w wykonywaniu badań geofizycznych do głębokości około 20 metrów. Badania będą bezinwazyjne. Zostaną przeprowadzone trzema metodami za pomocą mikro-grawimetrii, tomografii elektrooporowej, przy użyciu pola magnetycznego i gradientu pionowego. Badaniami będzie objęty nieco większy teren.



Muzeum Molke w Ludwikowicach Kłodzkich

W Muzeum Molke można zwiedzać podziemne kanały technologiczne na terenie byłej elektrowni i kopalni węgla kamiennego "Wacław".

Najpierw na terenie przysiółka Miłków, będącego częścią obecnych Ludwikowic Kłodzkich, powstała kopalnia - nastąpiło to w roku 1771. Później miały miejsce przekształcenia organizacyjne, np. w 1883 r. utworzono przedsiębiorstwo Consolidirite Wenceslaus, a w 1921 r. scalono kilka kopalń w jedną, której nadano nazwę „Wenceslaus". Nazwa ta po II wojnie światowej została przetłumaczona na kopalnię „Wacław". Ludwikowicki zakład górniczy zamknięty został po raz pierwszy w 1931 r., w następstwie katastrofy górniczej z 9 lipca 1930 r., która spowodowała śmierć 151 górników. Reaktywowana niedługo potem kopalnia funkcjonowała jeszcze w latach 1933-1939. Potem została zatopiona. Próby jej odwodnienia i uruchomienia podejmowane na początku Polski Ludowej nie przyniosły rezultatów. 

Tuż obok kopalni w 1907 r. uruchomiona została przez prywatną spółkę elektrownia węglowa. Trzy lata później elektrownię przejęła inna niemiecka spółka i poddała rozbudowie. Zabudowania kopalni i elektrowni sąsiadowały ze sobą i tworzyły strukturalnie jeden kompleks. Po II wojnie światowej elektrownia nadal funkcjonowała, chociaż węgiel do niej trzeba było dowozić z dalszych kopalń. Kres jej działalności nastąpił po tym, jak w 1962 r. uruchomiono Elektrownię Turów w Bogatyni. I być może, gdyby nie wybuch II wojny światowej, Miłków znany byłby do dziś jedynie z postindustrialnego krajobrazu i malowniczych ruin. Jednak w latach 1940-1943 na terenie wyłączonej z eksploatacji kopalni, Niemcy wybudowali fabrykę materiałów wybuchowych i amunicji Dynamit AG v. A. Nobel - Molke. Jej funkcjonowanie przez długie lata owiane było tajemnicą, głównie ze względu na znikomą ilość materiałów źródłowych. 

Ostatecznie udało się badaczom ustalić profil produkcji i odtworzyć historię jej funkcjonowania. Wcześniej jednak na temat obiektu powstało mnóstwo sensacyjnych teorii i niestworzonych hipotez, wynikających, jak to zwykle bywa, z braku wiedzy uniemożliwiającej właściwą identyfikację skomplikowanej i jednocześnie zdekompletowanej infrastruktury technologicznej, uznanej za wybitnie „tajemniczą". Aurze tej sprzyjały również zachowane relacje świadków - byłych robotników przymusowych i więźniów tutejszej filii obozu Gross-Rosen, stanowiących główną siłę roboczą. Obecnie nie ma śladu po części obiektów kompleksu kopalniano-energetycznego w Ludwikowicach Kłodzkich. W przeszłości zdemontowano m.in. torowiska, rozebrano stalowe wieże szybowe.

Nielicznie zachowane budowle są w stanie zaawansowanej ruiny, inne, wyglądają nieco lepiej. Teren po-kopalniany należy do gminy Nowa Ruda. Został wydzierżawiony przez Stowarzyszenie Riese. W marcu 2013 r. rozpoczęto prace porządkowe. Teren ogrodzono, wyrównano poziom gruntu. Najbardziej okazałą budowlą na tym terenie jest żelbetowa podstawa nieukończonej chłodni kominowej pochodząca z 1942 roku. Rzecz prozaiczna dla mieszkańców Bytomia, Zabrza czy innych miejscowości - wręcz zwyczajny element krajobrazu przemysłowego. Tutaj jednak ten obiekt stał się dla organizatorów trasy podstawowym elementem, na którym oparli swój projekt. Głównie ze względu na powstałą w drugiej połowie lat 90. teorię o tzw.„muchołapce" która zyskała liczne grono zwolenników, a z czasem wręcz wyznawców. 

Legenda o „Muchołapce" opiera się na twierdzeniu, jakoby było to miejsce testów latających maszyn pionowego startu i lądowania, o awangardowej konstrukcji, napędzanych alternatywnymi źródłami energii. Wykreował ją na bazie paranaukowych twierdzeń, autor wielu książek dotyczących m.in. technologicznych tajemnic II wojny światowej - Igor Witkowski. Kontrowersyjny pogląd, że przeznaczenie "Muchołapki" miało związek z rozwiązaniami znanymi jedynie z literatury science-fiction został już wielokrotnie zdezawuowany. Również w sposób naukowy, z którego wynika, iż owa podstawa nieukończonej chłodni kominowej nie ma w świetle obecnego stanu wiedzy żadnych związków z latającymi spodkami nazistów...